Mistrzostwa
Świata Modeli Swobodnie Latających Juniorów to niezwykle ważna
impreza dla młodych zawodników i dla polskiego modelarstwa. Dla
wielu modelarzy są to zawody najważniejsze w "karierze" sportowej.
W 2010 roku
Mistrzostwa rozegrano w miejscowości Salonta w Rumunii. Miejsce
znane i stosunkowo przyjemne dla swobodnego latania.
Przygotowania
trwały kilka miesięcy. Taka eskapada to trudne i pracochłonne
przedsięwzięcie logistyczne iorganizacyjne.
Kierownik Norbert Suwała na bazie wcześniejszych doświadczeń
starał się zapiąć wszystko na ostatni guzik.
Cała ekipa liczy
14 osób. Jedziemy dwoma samochodami. Gumówkarze i silnikówkarze
busikiem Aeroklubu Polskiego, aszybownicy
prywatnym samochodem pożyczonym od krośnieńskiego modelarza -
Roberta Kopacza.
Wyjeżdżamy w
niedzielę rano, aby zakwaterować się przed nocą. W Słowacji i na
Węgrzech nie ma granic, są jednak autostrady ipodróż biegnie
wartko. Żar leje się z nieba i tylko klimatyzacja ratuje nas przed
przedwczesną klęską. Na granicy rumuńskiej sprawdzają liczbę osób
i paszportów. A że wszystko się zgadza jedziemy dalej zmieniając
czas ogodzinę. Wreszcie hotel,
prysznic ispanko.
W poniedziałek o
godz. 12.30 mamy komisję techniczną w namiocie na terenie pola
wzlotów. Składamy certyfikaty, komisja sprawdza parametry i
stempluje modele. Kilka drobnych poprawek i po strachu. Mierzymy
hole. Jeden trzeba skrócić a inny wyrzucić. Jest też szansa na
loty próbne, więc wykorzystujemy to mimo wielkiego skwaru. Latają
też gumówkarze i silnikówkarze. Ostatnie próby i regulacje.
Kategoria F1A
We wtorek
śniadanie o 6.00 i po godzinie jesteśmy wmiejscu startu. Dzisiaj
latają F1A: Przemek Gumienny, Mateusz Kopacz iPiotrek Chmielewski.
Pomocnik Adam Kopacz przy zawodnikach, a Team Manager Norbert Suwała
przy komisji. W pościgu rządzi Jerzy Włodarczyk, w składzie
wszyscy pozostali. Zawodnicy nie muszą martwić się oodzyskanie
modeli po locie, zawodnicy mają tylko latać.
Przemysław Gumienny rozpoczyna loty
poprawnie zaliczając pewnie pierwszego maksa na 210 s. W drugim
locie jednak po starcie dynamicznym model traci kilka metrów i
lata tylko 104 s prawdopodobnie wskutek awarii bunt system.
Później wykonane dwa pewne loty maksymalne wskazują, że Przemek
jest zawodnikiem odpornym na stres. W piątym jednak ląduje zholem,
awdrugiej próbie lata tylko 91 s nie trafiając w noszenie. W
locie szóstym zalicza 138 s.
Mateusz Kopacz lata dobrze, choć
starty dynamiczne nie są wykończone wystarczająco, aby nie budzić
obaw. Zalicza jednak kolejne loty maksymalne samemu identyfikując
noszenia. W czasie startu ma przegląd sytuacji, nie ryzykuje
splątania i widzi modele rywali. W szóstej turze jego model wlocie swobodnym trafia w hol innego modelarza i nie zalicza czasu
maksymalnego, ma prawo do drugiej próby. Wyczepia model niezbyt
poprawnie i z 40 m lata tylko 140 s. Koniec marzeń o dogrywce. 16.
lokata wydaje się zadawalająca, chociaż mogło być lepiej.
Piotr Chmielewski dzień wcześniej
uszkadza poważnie swój najlepszy model elektroniczny. Nie do
naprawienia. Lata więc modelem B "zgwoździa". Wymaga to
identyfikacji noszeń zpoziomu lotniska lub wykorzystywanie noszeń
odkrytych przez rywali. Przy słabym wietrze istabilnych
noszeniach termicznych jest to możliwe. I Piotr przy pomocy zespołu robi to dobrze
ikonsekwentnie od pierwszej do ostatniej kolejki. Będzie się
dogrywał. Wdogrywce wwielkim ścisku wyczepił niezbyt poprawnie nie zaliczając 5 min. 166 s dało mu
ostatecznie całkiem dobrą 11. lokatę.
Drużynowo Polska na 7. pozycji ze
startą 136 s do strefy medalowej. Wygrali Szwedzi przed USA i
Rosją. Sklasyfikowano 16 zespołów.
W zespole została stworzona
odpowiednia atmosfera, która pozwoliła zawodnikom startować na
miarę ich umiejętności iwiedzy, bez skrępowania i zbędnego
stresu. Na starcie nie widać było zdenerwowania. Zawodnicy
przeżywali swoje wzloty i upadki w samotności podążając za
modelem.
Wszyscy trzej to zrównoważeni,
mądrzy i kulturalni ludzie. Przyjemnie z nimi przebywać ipracować.
Gdy zechcą nadal parać się modelarstwem, można oczekiwać wielu
sukcesów.
Wszyscy trzej szybownicy wykazali
też wielką odporność fizyczną latając wekstremalnych
warunkach od wschodu do zachodu słońca bez oznak zmęczenia.
Dla Piotrka i Mateusza to ostatnie
mistrzostwa juniorów, Przemek ma szansę wieść prym w juniorskim
towarzystwie jeszcze przez dwa lata.
Występ polskich szybowników należy
uznać za udany, chociaż apetyty mieliśmy znacznie większe. Z tego
startu można wyciągnąć wiele wniosków, które mogą pozytywnie
skutkować w przyszłych startach, jeżeli tylko wnioski te zechce
ktoś wysłuchać i na ich bazie wprowadzić odpowiednie zmiany wsystemie
treningowym iorganizacji kadry ireprezentacji.
Znowu śniadanie o 6.00, a o 7.00 na
placu boju. Wczesnym rankiem silna burza poprzewracała namioty i
toalety. Każde zagłębienie terenu to kałuża wody. O 10.00 jednak
rozpoczęto starty, gdy słońce rozproszyło chmury iznowu
zaczęło dawać się we znaki.
Na linii startu zawodnicy F1B:
Natalia Bilewicz w miejsce Oli Warakomskiej, Bartłomiej Skibicki i
Maciej Warakomski. Trener Stanisław Skibicki przy zawodnikach a
Jerzy Włodarczyk z dystansu poza strefą startu. Wpościgu
rządzi Norbert Suwała, a wszyscy pozostali do jego dyspozycji.
Wszyscy troje startują poprawnie i
systematycznie. Każdy lot to czas maksymalny zbezpiecznym
zapasem. Wszystko przebiega zgodnie zzałożeniami. Jak wdobrze
zaprojektowanej i funkcjonującej maszynie.
W piątej kolejce Natalia Bilewicz z
nakręconą gumą oczekuje na odpowiednie warunki przez 15 minut. W
tym czasie dwukrotnie lecą inni zaliczając maksy, a jeszcze
inni zmieniają naciągi. Przy temperaturze bliskiej 40oC
naciąg musiał stracić wiele swoich właściwości. W efekcie model na
silniku osiąga 60 m i Natalia odpada z rywalizacji dobrą
lokatę.
W szóstej turze Bartek lata
niebezpiecznie nisko i model ląduje tylko zkilkusekundowym
zapasem. Trener Skibicki jednak opanowuje sytuację iostatnia
tura to komplet czasów maksymalnych.
Do dogrywki na 300 s staje więc
Bartłomiej i Maciej razem zośmioma innymi rywalami.
Pierwszy leci Bartek z ostatniej
komisji. Wspaniały start iduża wysokość dobrze rokuje. W chwilę
później Maciej zpierwszej. Też poprawnie izdobrą
wysokością. Kolejność określą czasy zmierzone przez sędziów. Nikt
z widzów nie jest w stanie porównywać lotów. Zbyt wiele modeli awszystkie
wysoko.
Chronometrażyści kolejno podchodzą
do sędziego głównego, wpisywane są kolejne wyniki. Tłum widzów
otacza tablicę. Bartłomiej latał 300 s. I kto jeszcze? Ten nie...
ten też krócej, następny krócej, i następny. Nagle ztłumu
wybiega trener Skibicki krzycząc: mój Bartek Mistrzem Świata... Iłzy
ojca i syna, trenera izawodnika, i łzy wielu z polskiej ekipy. Iuściski, gratulacje; nasze, rywali, widzów. Wielki sukces ipiękne
latanie. Jest to już trzeci tytuł Bartka, ale najważniejszy:
Mistrz Świata.
Maciej Warakomski szósty, piękny
wynik młodziutkiego Polaka. Natalia Bilewicz 23. Drużyna na
czwartym miejscu ze stratą tylko 38s do podium. Wyśmienicie.
Wygrali Niemcy przed Rosją i Litwą.
Śniadanie o 6.00. a obiad o 23.00.
To może być uciążliwe. Znowu przeszła burza i chmury przewalają
się niziutko nad polem wzlotów. Nie ma mowy olataniu
z powodu znikomej widoczności. Deszcz pada, my śpimy asilnikówkarze
napędzają się w busie.
Wreszcie wyjrzało słońce a
organizatorzy rozstawili start.
Dzisiaj startują w F1P: Maciej Karczmarczyk,
Adrian Matras iPatryk Straś. Trener Jerzy
Włodarczyk z zawodnikami, Stanisław Skibicki do pomocy poza strefą
startów, apozostali pod wodzą Norberta w pościgu.
Wszyscy z polskiej ekipy i wielu
innych w pierwszej turze latało maksymalnie. Tylko Rumun Petru
Ghita miał małą wpadkę. Modele znikały w chmurach na wiele sekund
już na wysokości 80 m. Przerwano kolejkę w oczekiwaniu na lepsze
warunki. Później ją anulowano i zawody zaczęły się od nowa.
W pierwszej turze nasi wykonują
wzorowo loty maksymalne. Wdrugiej bez szczególnego błędu Adrian
traci 24 s, a Patryk 35 s. Później już jak wmaszynie
latają maksymalnie bez wysiłku.
Na starcie jednak atmosfera napięta,
ten i ów w kolejnych lotach traci cenne sekundy. W pierwszej
Ponomariev (UKR), drugiej Akopov (RUS) awtrzeciej
Fux (GER), Pacelli (USA) iDovgopolij (UKR). Nasz Maciej
Karczmarczyk lata równiutko i pewnie co dobrze rokuje w
klasyfikacji indywidualnej idrużynowej. Straty Adriana iPatryka
z drugiej kolejki są niewielkie i medal drużynowy jest wzasięgu
Polaków.
W szóstej turze faworyt Malkhasyan
(USA) ma przepał. Do komisji sędziowskiej wstrefie
startów rusza z interwencją kilka postronnych osób zamerykańskiej
ekipy. Znieskuteczną, bo przepał, to prawo do drugiej próby. Robi
się nerwowo. Niemiec Philip Seifert ma wielkie problemy zuruchomieniem silnika, leci tuż przed zakończeniem kolejki itraci
8 s, a Jaju (USA) 82 s. Daniel Seifert (GER) zalicza zero.
Niemcy zaczynają zachowywać się
niesportowo. Fux (GER) przechodzi kilkakrotnie zamaszyście obok
polskiego stanowiska startowego, aasystent
Team Managera przepala niemiecki silnik bez zamiaru startu tylko
po to, aby przeszkodzić Adrianowi wregulacji silnika. Niemcy mają
problem z uruchomieniem silnika Seiferta i regulacji dokonuje
Malkhasyan (USA), co wzbudza protesty wielu zawodników iwidzów,
lecz komisja sędziowska zalicza lot. Po fakcie niemiecki Team Menager przepraszał komisję ipolską ekipę,
ale trudno uwierzyć, że zrobili to nie wiedząc, że jest zabronione
przepisami. Ekscesy takie nie służyły nikomu ani
niczemu. Ucierpiała tylko pozytywna opinia o modelarstwie jako
wyjątkowej dyscyplinie sportu uprawianej przez ludzi wysokiej
inteligencji i kultury.
Maciej bez popełnienia błędu w
ostatniej turze traci 13 s iszansę na dogrywki. Zajmuje
ostatecznie doskonałą 5. lokatę, Adrian Matras 8.miejsce, a
Patryk Straś 10. miejsce.
Drużynowo jednak Polacy zgromadzili
najwięcej punktów, tyle samo co Ukraińcy, a o końcowej
klasyfikacji zadecydowały lokaty indywidualne.
Chłopcy spisali się na medal, na
srebrny medal, a każdy znich mógłby być mistrzem przy odrobinie
szczęścia.
W klasyfikacji generalnej (Challenge
Trophy) Polska zajęła miejsce czwarte ze stratą 57 s do strefy
medalowej. Miejsce pierwsze Ukraina, drugie USA a trzecie Rosja.
Sklasyfikowano 17 zespołów narodowych.
Jest to niewątpliwie znaczące
osiągnięcie polskiego modelarstwa swobodnego juniorów lokujące nas
w ścisłej czołówce światowej przynajmniej na dwa lata.
Wbrew pozorom, zorganizowanie
wyjazdu reprezentacji na zawody rangi mistrzostw nie jest
przedsięwzięciem łatwym.
Przyglądałem się pracy Norberta
Suwały, który podjął się tej roli. Rzeczywiście, trzeba być
wielkim pasjonatem i miłośnikiem modelarstwa, żeby brać tyle
odpowiedzialności i roboty na swoje barki całkowicie
bezinteresownie.
Przy ograniczonych środkach
finansowych trudno jest określić, które zagadnienia muszą być
sfinansowane, a z których można zrezygnować.
Wielowariantowe preliminarze,
określenie liczby osób, które mają wyjechać, zabezpieczenie
środków transportu, rezerwacja przyzwoitego hotelu, zabezpieczenie
wyżywienia i wiele innych czynności przygotowawczych pochłania
dużo czasu i wymaga znajomości tematu. Efektem jest zadowolenie
członków reprezentacji lub wręcz przeciwnie.
Reprezentacja jechała do Rumunii
dwoma samochodami zklimatyzacją. Bus Aeroklubu Polskiego i
obszerny mercedes pożyczony od osoby prywatnej z pełnym ryzykiem
takiego układu.
W Saloncie reprezentacja
zakwaterowana była w motelu zrestauracją czynną od otwarcia do
zamknięcia i z basenem. Pokoje dwuosobowe przestronne z
łazienkami.
Do pola wzlotów 20 min. samochodem.
Wyżywienie według możliwości i
uznania członków ekipy, śniadanie gotowe od 6.00 rano, obiad do
23.00. Na starcie lunch około południa. Można też kupić dodatkowe
dania i dużo napojów.
Przez trzy dni startowe nikt nie
miał czasu ani ochoty na cokolwiek innego niż obowiązki na
starcie. Dopiero w piątek dzień wolny, spanie do skutku, basen i
lenistwo w cieniu.
Nad wszystkim wyśmienicie panował
Norbert stwarzając miłą iswobodną atmosferę. Od członków ekipy
otrzymał wielkie słowa uznania ipodziękowania.
Kierownik reprezentacji Polski -
Norbert Suwała
Ceremonia
otwarcia i zakończenia Mistrzostw
Otwarcie Mistrzostw Świata MSL
Juniorów odbyło się w hali sportowej w Saloncie według pełnego
ceremoniału z częścią artystyczną. Ekipy z flagami narodowymi i
tablicami weszły do hali iw równym rzędzie poddawały się obfotografowywaniu ifilmowaniu. Potem przemówienia ihymny.
I część artystyczna wwykonaniu miejscowych dziecięcych zespołów
artystycznych itanecznych.
Już tam można było przywitać się ze
"starymi" znajomymi zinnych ekip, można
było nawiązać nowe znajomości. Wielojęzyczne grupki w kolorowych
koszulkach to mieszanina reprezentantów różnych krajów. Młodzi
ludzie bez zahamowań i konwenansów, otwarci iszczerzy.
Zakończenie Mistrzostw odbyło się w
zabytkowej hali sportowej zabytkowej szkoły. Najpierw standardowe
przemówienia iprzedstawianie działaczy, później część
najważniejsza: podium, zawodnicy, flagi i hymny.
Wychodzą kolejno wywoływani,
wskakują na podium, radośni, dumni, speszeni. Młodzi mistrzowie
godni podziwu. Najlepsi znajlepszych na świecie.
Pięknie w takich chwilach wygląda
polska flaga, a na jej tle Bartłomiej, pięknie brzmi polski hymn.
A w chwilę później Jurek ijego srebrni chłopcy.
Bankiet. To duże słowo. Bankiet, to
spóźniony obiad zatrakcjami. Zespół
koreański otrzymuje miotły z trąbkami do latania za zajęcie
ostatniego miejsca we wszystkich klasyfikacjach. Koreańczycy
wniebowzięci fotografują się zmiotłami i
wszystkimi dookoła. Zbierają też autografy ifotografują
się z autografami. Po totalnej wymianie koszulek i innych
akcesoriów każdego z każdym nie wiadomo who is who. I nie
ma to znaczenia dla tych młodych ludzi. Oni tańczą rumuńskie
tańce, śpiewają razem piosenki, piją szampana, wymieniają adresy i
telefony. Totalny luz. Zabawa.
Czego sobie oraz młodym i starym
modelarzom serdecznie życzę.
Stare i nowe znajomości, luzik...
Skład ekipy Polski doskonale
uzupełniał Henryk Krupa, który na Mistrzostwach
pełnił obowiązki sędziego chronometrażysty oraz
niewdzięczną rolę kierowcy. Z obu zadań wywiązał się
wzorowo.
Serdeczne podziękowania dla
kolegi modelarza Roberta Kopacza z Krosna za
udostępnienie prywatnego samochodu i podjęcie wzwiązku
z tym wielkiego ryzyka.
Podium F1B
Brian Pacelli (USA), Bartłomiej
Skibicki (POL), Christian Fux (GER)
Zespół Polski na podium F1P
Maciej Karczmarczyk, Adrian Matras,
Jrzy Włodarczyk